Zrezygnowany ujął za cugle
Bet-At-Home |Forum Bukmacherskie |Katalog
„Zrezygnowany ujął za cugle oba zwierzęta i poprowadził je do jeziorka. Piły długo, potrząsając łbami i pochrapując, wreszcie odeszły paść się wśród traw. Teraz Karol pozdejmował z nich uprząż — niezapomniany nawyk kowbojskiej pracy na farmie Bootha koń w uprzęży żle odpoczywa! A podczas tej czynności nieco ochłonął z gniewu. Robienie awantury Cartyemu niczego przecież nie mogło naprawić. Więc kiedy tamten zjawił się z naręczem suchych gałęzi, powtórzył tylko
— Musimy jak najprędzej zwrócić zwierzęta...
—Oczywiście, ale chyba nie w tej chwili
Cisnął drewno na ziemię, ukląkł i długim myśliwskim nożem począł ścinać trawę, a później oczyścił z resztek zieleni spore kolisko gruntu.
— Niby wilgotne — zauważył — ale ostrożność jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Gdyby tak płomień poszedł po trawach, byłaby dobra pieczeń z nas obu i z koni. No, starczy.
Nałożył nieco drzewa na oczyszczoną ziemię i podpalił.
— Pilnuj ognia — polecił. — Sprawdzę, jak nas zaopatrzono. — roześmiał się, ale Karol wcale mu nie zawtórował. — Hej! — krzyknął po chwili, grzebiąc w jukach. — Czego tu nie ma Mąka, cukier, kasza, boczek wędzony. Żyjemy! Patrzcie państwo! Nawet kawa!
Poprzynosił puszki i woreczki w pobliże ogniska.“(11)
Katalog |Latarki |odzież dziecięca
„Zrezygnowany ujął za cugle oba zwierzęta i poprowadził je do jeziorka. Piły długo, potrząsając łbami i pochrapując, wreszcie odeszły paść się wśród traw. Teraz Karol pozdejmował z nich uprząż — niezapomniany nawyk kowbojskiej pracy na farmie Bootha koń w uprzęży żle odpoczywa! A podczas tej czynności nieco ochłonął z gniewu. Robienie awantury Cartyemu niczego przecież nie mogło naprawić. Więc kiedy tamten zjawił się z naręczem suchych gałęzi, powtórzył tylko
— Musimy jak najprędzej zwrócić zwierzęta...
—Oczywiście, ale chyba nie w tej chwili
Cisnął drewno na ziemię, ukląkł i długim myśliwskim nożem począł ścinać trawę, a później oczyścił z resztek zieleni spore kolisko gruntu.
— Niby wilgotne — zauważył — ale ostrożność jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Gdyby tak płomień poszedł po trawach, byłaby dobra pieczeń z nas obu i z koni. No, starczy.
Nałożył nieco drzewa na oczyszczoną ziemię i podpalił.
— Pilnuj ognia — polecił. — Sprawdzę, jak nas zaopatrzono. — roześmiał się, ale Karol wcale mu nie zawtórował. — Hej! — krzyknął po chwili, grzebiąc w jukach. — Czego tu nie ma Mąka, cukier, kasza, boczek wędzony. Żyjemy! Patrzcie państwo! Nawet kawa!
Poprzynosił puszki i woreczki w pobliże ogniska.“(11)
<<<< 1 wreszcie stało się
| Na rogu ulicy Richelieu >>>>
Katalog |Latarki |odzież dziecięca